Niemy krzyk

Moja dentystka uznała, że nic już więcej zrobić nie może, że nie wie, co powoduje ból. W związku z tym uznała, że należy usunąć górną, lewą siódemkę. Ponieważ osobiście nie zajmowała się wyrywaniem zębów, trafiłam do poleconego dentysty, chirurga. Na pierwszej wizycie obejrzał zęba, przepisał silny lek przeciwzapalny, Metronidazol i umówiliśmy się na wizytę za trzy dni. Ząb miał zostać wyrywany. Chirurg miał nadzieje, że lek choć trochę złagodzi objawy.

Tabletki nie pomogły. Siódemka nadal bolała… Nadszedł dzień zabiegu. Dostałam potężne dawki znieczulające i… wszystko czułam nadal. Dostałam więc kolejną porcję zastrzyków. Ból czułam nadal, ale chyba leki otumaniły mnie już na tyle, że przestałam protestować. Chirurg był wspaniały. Wyrwał mi zęba bardzo szybko i sprawnie.

Ogłuszona sytuacją i podwójną dawką leków, dotarłam do samochodu zaparkowanego pod gabinetem. Znieczulenie trochę odpuściło. Siedziałam na miejscu kierowcy i nie mogłam poruszyć nawet rzęsami. Każdy, nawet najdrobniejszy ruch, powiew powietrza, jakiekolwiek dotknięcie, to był koszmar. Miałam ochotę wyć, ale nie wydobywał się ze mnie żaden dźwięk. Moja dusza krzyczała a ciało milczało. Tak przeczekałam półtorej godziny i powoli ruszyłam w stronę domu…

Od tamtej pory rozpoczęłam leczenie zębów u doktora K. Leczył mnie wytrwale. Ponieważ zęby, z powodu fatalnego ułożenia zgryzu, były w bardzo złym stanie, postanowił wszystkie je, wyleczyć „kanałowo” i wstawić w ich miejsce koronki.

Miał chyba wtedy jeszcze nadzieję, że w ten sposób, zlikwiduje mój problem. Tak czy owak, będę mu wdzięczna do końca życia za starania, opiekę i empatię. Na pewno nie zapomnę tego czasu. Jako jeden z niewielu lekarzy, zajął się mną i naprawdę chciał pomóc. Miał wiedzę i otwarty umysł. Słuchał co mówię i wyciągał wnioski. Bezustannie próbował znaleźć przyczynę bólu.