Cisza

Na moich kolanach leży ufnie szare futerko. Kotka jest wycieńczona, nie ma siły podnieść nawet głowy. Patrzy na mnie i na Zbyszka z miłością i z jeszcze większym cierpieniem.

Wiemy już, że nic nie da się zrobić, że ma najzłośliwszą z możliwych odmianę mięsaka. Wiemy, że kolejnej operacji nie będzie, bo mogłaby ją zabić.

Przychodzi anestezjolog, powoli przygotowuje sprzęt. Gładzę ją po głowie. Zbyszek stoi odwrócony do okna. Łzy ciekną nam po policzkach. Głos nie może wydostać się z gardła. Lekarz powoli i delikatnie wbija igłę w naszą kotkę… Lekarstwo powoli dostaje się do jej organizmu. Zamykają się oczy. Ciałko coraz wolniej oddycha. Szare futerko zasypia. Na zawsze.

Jedziemy pod Warszawę, kopiemy grób. Składamy owinięte w szary kocyk ciałko, do ziemi. Zalega cisza. Jest piękny, słoneczny wieczór. Wokół śpiewają ptaki, które tak bardzo lubiła…