„Poradnia” bólu

W ramach letniego odpoczynku, wybraliśmy się w lipcu, ze Zbyszkiem do drewnianej chałupy rodziców, pod Warszawą. Pojechaliśmy tam z Jasiem i Zuzią, córką mojego brata. Chcieliśmy odpocząć, popatrzyć trochę na kwiatki. Posłuchać ptaków. Wyrwać dzieci z betonowej Warszawy.

Tego dnia opuściłam całe towarzystwo i pojechałam na wizytę do Poradni Leczenia Bólu. Załatwienie tej wizyty nie było proste a okres oczekiwania w trybie „PILNYM” wynosił dwa miesiące. Myślałam, że może tutaj dowiem się jak opanować ból… Mówiąc szczerze, byłam w takim stanie, że  zastanawiałam się nad marihuaną leczniczą, czy taka substancja mogła by mi pomóc? Nie wiedziałam jak to załatwić? W naszym kraju dostęp do takich metod jest bardzo ograniczony a wręcz karalny.

W poradni bólu, w poczekalni koczował dziki tłum ludzi. Przeszłam przez cały korytarz i usiadłam na parapecie, na oknie. Po godzinie wywołano moje nazwisko. Weszłam do obskurnego gabinetu. Przede mną siedziała dość młoda kobieta.

– Proszę chwilę poczekać, muszę uzupełnić dokumenty – rzuciła, nie podnosząc głowy – Nie ma w ogóle na to czasu! Ci ludzie ciągle coś ode mnie chcą, kręcą się tu i krzyczą.

Chyba nie pomyślała o tym, że ja jestem jednym z tych „ludziów” 😉

Po kilku minutach wyprostowała się i zaczęła zadawać pytania. Imię… Nazwisko… Adres… Problem…

Odpowiadałam po kolei na wszystkie pytania. Krótko. Rzeczowo.

– Proponuję blokadę. Mogę wykonać ją już teraz – zaskoczyła mnie lekarka i od razu podeszła do umywalki, w drugim końcu gabinetu. Zaczęła myć ręce. Następnie wyciągnęła olbrzymią strzykawkę.
Siedziałam jak zamurowana i patrzyłam tylko na to co robi. Powoli zbliżyła się do mnie i dotknęła igłą mojego policzka. Poczułam ból i krzyknęłam:

– Nie! Nie dzisiaj! Muszę wrócić pod Warszawę, do dzieci. Czy będę mogła prowadzić samochód po tym zabiegu? – spytałam spanikowana.

– Raczej nie – usłyszałam – dzisiaj powinna Pani odpoczywać.

– W takim razie nie zgadzam się dzisiaj na ten zabieg. – zaoponowałam – Nie mogę tak nagle wyłączyć się na dobę z życia. Mam obowiązki. Muszę przygotować się też psychicznie na widok tej wielkiej igły, w mojej twarzy – dodałam z uśmiechem.

– Panika? – zadrwiła ze mnie – Wobec tego proszę przyjść około 12 sierpnia. Będzie musiała Pani poczekać w kolejce, zapewne potrwa to kilka godzin. Przyjmę Panią na samym końcu i wykonam blokadę. – oświadczyła prężna służbistka.

Uciekłam stamtąd. Czy naprawdę nic nie może dziać się normalnie? Albo nic się nie dzieje, albo atakują mnie z zaskoczenia i bez przygotowania! Ludzie, ja jestem żywą istotą, nie jestem przedmiotem, kawałkiem mięsa, który nic nie czuje. Poproszę o trochę zrozumienia…