Wybory

Trafiłam do gabinetu radiologa, J. Oczywiście prywatnie. Fajna klinika, w centrum Warszawy, zatrudniają tu fajnych specjalistów, terminy nie są odległe. Wizyta nie była tania, ale nie wiem, jak miałabym się skontaktować z tym lekarzem w inny sposób, w państwowej służbie zdrowia?

Czekałam w poczekalni. Otworzyły się drzwi a w nich ukazał się dość duży mężczyzna, o miłym, spokojnym spojrzeniu.

– Zapraszam – usłyszałam i weszłam do środka. Krótko opowiedziałam mu swoją historię i pokazałam list napisany przez doktora G. – Teraz wszystko zależy od Pana opinii – podsumowałam, uśmiechając się blado.

Doktor wysłuchał mnie, przeczytał opis rezonansu, który kilka miesięcy temu sam popełnił. Rzucił okiem na kartkę z pytaniem od neurochirurga.

– Zrobimy tak… Zaproszę Panią na powtórny rezonans 14 sierpnia. Trzeba sprawdzić obecny stan, czy coś się zmieniło, poprawiło, pogorszyło… Zobaczymy… Wtedy przedstawię swoją opinię. Wygląda na to – kontynuował – że ma Pani anatomicznie krótki nerw trójdzielny. To nic złego, po prostu „tak Pani ma”. Wiąże się to z tym, że trzy gałązki nerwu trójdzielnego rozwidlają się w bardzo bliskim sąsiedztwie pnia mózgu. To utrudnia trochę sprawę, ale dla dobrego neurochirurga nie ma rzeczy niemożliwych. – uśmiechnął się na zakończenie.

– Panie doktorze – odważyłam się spytać – jak Pan uważa, czy w moim przypadku lepsza byłaby standardowa operacja, mikrodekompresja czy metoda gamma knife? Ostatnio zakwalifikowano mnie na konsultację do ośrodka wykonującego takie zabiegi. Waham co robić, jeśli potwierdzi się, że nie mam innego wyjścia… że pozostaje mi tylko zabieg, bo ból spowodowany jest konfliktem naczyniowo-nerwowym?

– Hmmm… – spojrzał na mnie uważnie – Trudno powiedzieć. Obie metody niosą ze sobą pewne ryzyko. W przypadku mikrodekompresji wiele zależy od umiejętności neurochirurga, który ją przeprowadza. Istnieje ryzyko uszkodzenia pnia mózgu i konsekwencje z tym związane. W przypadku metody gamma knife, ryzyko uszkodzenia pnia nie występuje, dokładność promieniowania wynosi 0.3 milimetra. Jednak ta metoda nie do końca jest sprawdzona. W Pani przypadku polegałaby na zniszczeniu przy pomocy fal radiowych nerwu trójdzielnego. Czy to coś pomoże? Nie wiem. Czy nie pozostawi spustoszenia, nie wpłynie na słuch, mowę… nie wiem. Z drugiej strony inwazyjność tej metody jest dużo mniejsza. Tylko na początku zabiegu, mamy do czynienia z bolesnym momentem, podczas którego do czaszki pacjenta mocuje się stabilizujący „kask”. Przymocowuje się go za pomocą śrub. Śruby te wkręca się do kości i to jest ten bolesny punkt zabiegu. Potem nic już Pani nie poczuje.

– Co by mi Pan polecał? – zapytałam, zjeżdżając do połowy fotela, na którym siedziałam, podczas obrazowej odpowiedzi lekarza – Którą z metod mam wybrać?

– Nie odpowiem na to pytanie. Tę decyzję musi Pani podjąć sama. Może nowy, aktualny wynik badania MRI w tym pomoże. – odparł – Wiem tylko, że znamy przypadki całkowitego wyleczenia po standardowej operacji a dobroczynne działanie gamma knife… Cóż może się okazać nieocenione, jednak w tym momencie, trudno powiedzieć, jaki byłby rezultat. Na pewno mniejsze ryzyko powikłań – podsumował. – Widzimy się w takim razie 14 sierpnia. Do zobaczenia!

Wyszłam z gabinetu i wiedziałam już, że gamma knife, obiecująca, nowatorska metoda, nie jest dla mnie. Przynajmniej nie tu w Polsce, gdzie wiedza i świadomość medycyny nie jest najwyższych lotów. Nie mam na myśli potencjału, jaki mają polscy lekarze, ale brak dofinansowania, szkoleń, czasu… To wszystko wpływa na poziom wiedzy, brak empatii, możliwości… Może kiedyś, za kilkadziesiąt lat będzie inaczej. Jednak w tym momencie, kiedy kilka lat zajęło diagnozowanie mojej osoby, kiedy przeszłam przez kilkadziesiąt gabinetów neurologów i neurochirurgów, ze znikomym skutkiem… Nie. Więcej nie zaryzykuję. Nie chcę być królikiem doświadczalnym. Nie mam już na to siły.