Obojętność

Uwolniłam się od strachu o brzuch i zajęłam walką z bólem głowy.

Po raz drugi pojechaliśmy do prywatnej placówki pod Warszawą, do doktora G., żeby pokazać mu wyniki drugiego MRI głowy i umówić się na zabieg, który stał się dla mnie oczywistym rozwiązaniem.

– Jeśli przyszła Pani sobie porozmawiać, to niech nie marnuje mojego czasu – przywitał mnie lekarz, nie podnosząc oczu znad komputera – Jest tu wiele osób, którym mógłbym pomóc w tym czasie, który Pani teraz zajmuje. Chyba, że decyduje się Pani na operację? – dodał – Ale w takim wypadku też nie mamy o czym rozmawiać. Po prostu trzeba wyznaczyć termin. Poczeka Pani trochę… Pani choroba nie zagraża życiu. Terminy są odległe.

Neurochirurg odwrócił się do mnie i spojrzał bez cienia uśmiechu na moją zdziwioną minę.

– O co mu chodzi – pomyślałam – Przecież nie zdążyłam się jeszcze odezwać a on mnie atakuje bez powodu. Był inny niż przy pierwszym spotkaniu. Nerwowy, nieprzyjemny…

– Tak, chciałabym się umówić na zabieg – zaczęłam cicho mówić, podając mu kartkę z opisem rezonansu głowy i płytę CD – Nie chcę zabierać cennego czasu, ale przyszłam się upewnić… – słowa uwięzły mi w gardle.

– Wobec tego musi Pani sobie zdawać sprawę z ryzyka – przerwał mi lekarz, oglądając pobieżnie kartkę, którą mu wręczyłam – Operacja nerwu trójdzielnego niczym nie różni się od operacji guza pnia mózgu. Może tylko jednym, pień w pani przypadku jest zdrowy. Niebezpieczeństwo jest jednak takie samo. Zabieg jest trudny. Poruszamy się w niebezpiecznych okolicach. Jest to obciążające organizm działanie, wszystko potrwa kilka godzin… – zawiesił na chwilę głos – Zrobimy mikrodekompresję. W takim razie proszę przynieść skierowanie do poradni neurologicznej. Trzeba je zanieść do koordynatora, w szpitalu, w Grodzisku, który wyznaczy Pani datę operacji. Czy coś jeszcze? – zapytał.
W trakcie rozmowy zgrał płytę z MRI i oddał mi ją. Nie spojrzał nawet na obrazki mózgu.

– Tak… Nie… – wyjąkałam – Dziękuję i do widzenia.
Wyszłam z gabinetu i wpadłam w ramiona Zbyszka. Łzy ciekły mi po policzkach. Czy naprawdę przy takiej rozmowie nie można było pokazać odrobiny zrozumienia dla drugiego człowieka.