Szpitalna rzeczywistość

Wyposażona w skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu, pojechałam do państwowego szpitala pod Warszawę. Na oddział neurochirurgii. Przeszłam wszystkie procedury, czyli upiorny maraton między gabinetami i rejestracją, aż w końcu znalazłam się u koordynatora.

– Czy lekarz Panią uprzedzał, że terminy mamy bardzo odległe? – spytała mnie miła blondynka.

– Tak, oczywiście, ale mówił też że może uda się mnie gdzieś wcisnąć – odparłam, uśmiechając się nerwowo.

– Dobrze… Zadam teraz Pani kilka pytań – ciągnęła koordynatorka

– Imię… Nazwisko… – pytania padały jedno po drugim i  ostatnie…

– W skali od jednego do dziesięciu, jak określiła by Pani swój ból?

– Dwadzieścia! – wyrzuciłam z siebie od razu.

– Naprawdę? No proszę. A nie wygląda Pani źle… – poddała w wątpliwość moją odpowiedź.

– Jak ona może? – zadałam sobie w duchu pytanie – Widzi mnie pierwszy raz w życiu i wie lepiej przez co przechodzę. Czy powinnam wczołgać się tu na kolanach? Jak według niej powinnam wyglądać? Oczywiście nie wypowiedziałam swoich myśli. Uśmiechnęłam się tylko, ukrywając pod maską dobrego wychowania wszystko to, co nasuwało mi się „na język”.

– Mogę Pani zaproponować termin w październiku 2018 roku – rzuciła koordynatorka.

Osłupiałam. Na szczęście był ze mną Zbyszek, który w tym momencie zareagował.

– Dopiero za 3 lata?! – prawie krzyknął – Nie można trochę wcześniej?

– Postaramy się – odpowiedziała koordynatorka – Prawdopodobnie uda się wcześniej wykonać operację, ale nic nie mogę obiecać.

Powoli wyciągnęłam rękę i podniosłam kartkę z potwierdzeniem przyjęcia na oddział i terminem. Przyjrzałam się wpisanej dacie – rok 2018 – wyróżniał się w nagłówku dokumentu. Nad datą widniało jeszcze jedno słowo – „PILNE!”

Uśmiechnęłam się rozpaczliwie. Niech żyje polska służba zdrowia! Pilny zabieg wykonuje się tutaj za trzy lata… Jaki termin dostałabym, gdyby operacja nie była pilna?! A może powinnam zaproponować jakąś sumę pieniędzy, żeby przyspieszyć działanie – przemknęło mi przez głowę.

Neurochirurg spod Warszawy, którego wybrałam, nie był miłym człowiekiem. Za pierwszym razem odniosłam inne wrażenie, ale za drugim… Czy taki człowiek, to dobry wybór? – zadawałam sobie pytanie.  Termin operacji był niewyobrażalnie odległy… Zaczęłam zbierać myśli. A może… Może umówię się do innego lekarza… pierwszego, który zaproponował mi operację? Czyli do neurochirurga z centrum onkologii w Warszawie, profesora M…

W tym samym dniu, znalazłam prywatną przychodnię rehabilitacyjną w Warszawie, gdzie przyjmował ten lekarz. Udało mi się! Już następnego dnia miałam zgłosić się na wizytę.