Mój „przyjaciel”

Mój „przyjaciel„, najwierniejszy towarzysz życia, od wczoraj jest ze mną ciągle… Ból.

Leżę i staram się nie poruszać, czekając na dłuższą przerwę w „uderzeniu pioruna”. Na razie tylko czekam… Dzisiaj przedpołudniem pomyślałam sobie: – Nie! To niemożliwe, żebym poddawała się tej chorobie!

Wstałam. Usiadłam przy komputerze i pracowałam. Po kilku godzinach było mi coraz trudniej utrzymać się na fotelu i myśleć. Około 17-stej wiedziałam, że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Było mi niedobrze z bólu. Czułam, że ciało i mózg nie wytrzymują cierpienia. Z trudem dotarłam do sypialni i upadłam na materacu…

W tej walce jestem sama. Nikt nie może zrozumieć czym jest neuralgia nerwu trójdzielnego, kto tego nie poczuł. Mam wrażenie, że często najbliżsi nie chcąc poddać się chorobie, traktują mnie normalnie, zbyt normalnie… Bo choroba nie jest stanem optymalnym. Brak zrozumienia nie pomaga. Czuję rozgoryczenie i smutek. Jestem zwykłym człowiekiem, który w trudnej chwili potrzebuje wsparcia. Codzienność, obowiązki, praca stają się wyzwaniami ponad moje możliwości. Z drugiej strony rozumiem też ludzi obok mnie.

Czuję, że spadam w otchłań…