Szpitalny żywot – część pierwsza

W piątek trafiłam do szpitala na umówione leczenie opryszczki. Hmmm… Miałam zniszczyć wirusa HBV, żeby nie przeszkodził w przeprowadzeniu operacji, tymczasem zainteresowano się tu również innymi objawami, czyli:
– wynikami krwi
– wychudzeniem
– innymi ewentualnymi chorobami immunologicznymi

Według mnie trochę jest to działanie na wyrost. Problemem jest ból głowy, zębów, strach przed bólem i co się z tym wiąże strach przed gryzieniem… Ja czuję, że gdyby zniwelowano u mnie ból głowy, wszystko wróciło by do normy. Powoli, ale wróciłoby.

Rano internista stwierdził, że mam objawy oponowe, ponieważ nie mogę dotknąć brodą do klatki piersiowej. Podobno tak może być przy podawaniu acykloviru. Dla jasności sytuacji uznano, że należałoby to skonsultować ze specjalistą.

Wobec powyższego wpadł do mnie neurolog. Stanął nade mną, puknął w oba nadgarstki i spytał:

– Czy miała Pani konsultację psychiatryczną?
– Nie – odparłam – a z jakiego powodu?
– Bólu… Depresji… Chudnięcia… – zaczął wymieniać.
– Ale jak to? – zdziwiłam się – przecież mam stwierdzony konflikt naczyniowo-nerwowy. To on powoduje neuralgię nerwu trójdzielnego. Mam to w rezonansie.
– Proszę pokazać – usłyszałam.

Wyciągnęłam wyniki MRI. Lekarz przeczytał pobieżnie i spytał:

– Gdzie ma być wykonana operacja?
– W Warszawie – odparłam – u profesora M.
– A jaki procent szans na wyzdrowienie obiecał Pani lekarz… – neurolog zawiesił głos i mam wrażenie, że pobrzmiewała w nim nutka ironii.
– 75% – wyrzuciłam szybko, czekając na odpowiedź, której się nie doczekałam. Usłyszałam tylko chrząknięcie.
– Stosowała Pani bardzo mało leków, tylko dwa rodzaje, gabapentynę i amizepin + tegretol z tej samej grupy. Zapiszę Pani wobec tego xzy

Nie zrozumiałam nazwy, więc zapytałam:

– Przepraszam, jaki lek? Bo nie dosłyszałam…
– A…XYZ – padła niewyraźna odpowiedź.
– Ale co to za lek? W czym ma mi pomóc?
– To lek przeciwdepresyjny… – zaczął lekarz.
– Przecież ja nie mam depresji – zdenerwowana, wcięłam mu się w jego wypowiedź.
– Czy da mi Pani SKOŃCZYĆ? – przerwał mi i znacząco pokazał swoje niezadowolenie – To lek przeciwdepresyjny, stosowany w neuropatiach twarzy. Zgadza się Pani na leczenie?

Chwilę myślałam – Co ten lekarz o mnie wie? Nie przeprowadził właściwie żadnego wywiadu, nie zbadał mnie, nie przeczytał wyników MRI i chce, żebym wzięła kolejny lek… Czy ja mu ufam? Nie, nie ufam. Nic o mnie nie wie i po trzech minutach chce, żebym wzięła jakiś lek neurologiczny. Na jakiej podstawie?

– Nie… – odpowiedziałam wolno – nie zgadzam się chyba… – zawiesiłam głos.
– W takim razie dziękuję i do widzenia – obrażonym tonem oświadczył szpitalny neurolog i zobaczyłam już tylko jego plecy. Drzwi zatrzasnęły się.

Dopiero wtedy uprzytomniłam sobie, że nawet nie sprawdził domniemanych objawów oponowych.

I to by było dzisiaj na tyle.