Szpitalny żywot – część trzecia

Dzisiaj rano obudziłam się z tak potwornym bólem głowy, że tylko łzy ciekły mi po policzkach. Leżałam na szpitalnym łóżku i patrzyłam w okno, w nadziei, że zaraz coś się zmieni… Ból zmniejszy się albo minie całkowicie. Nic jednak się nie zmieniało. Czas stanął w miejscu.

Przyszedł lekarz numer 1.

– Tak Panią boli? – usłyszałam pytanie – Żle Pani wygląda…

– Tak, tak boli… – odparłam leżąc nieruchomo pod kocami. Z lewej ręki wychodziła rurka biegnąca do butli z acyklovirem. Kap, kap, kap… Krople z lekiem powoli spływały do moich żył.

Lekarz numer 1 wyszedł.

Przyszedł lekarz numer 2.

– Bardzo boli? – padło kolejne pytanie – Czy ból jest inny? Silniejszy, słabszy?

– Boli. Bardzo. Cały czas z lewej strony, ale do bólu, który znam dołączył się jakby inny rodzaj…

Lekarz numer 2 wyszedł.

Przyszedł pielęgniarz.

– Zabieram Panią na tomografię głowy – wskazał na wózek – Proszę usiąść, zawiozę Panią.

– Ten wózek jest niezbędny? – spytałam – Chodzić jeszcze potrafię…

– Kazali, to przywiozłem – uśmiechnął się – Dojdzie Pani dwieście metrów?

– Oczywiście!

Poszliśmy. Wykonano mi tomografię bez kontrastu. Wróciłam do pokoju.

Przyszedł ordynator, lekarz numer 3 i lekarz numer 4.

– Jak się Pani czuje? Gdzie Panią boli?

– Tak jak zawsze, w miejscach związanych z nerwem trójdzielnym – oko, policzek, zęby, czubek głowy… – zaczęłam wymieniać po kolei – ale oprócz tego boli mnie tu z tyłu… Tak jeszcze nie bolało, to jakiś inny, nieznany mi, tępy ból – zawiesiłam głos.

– To może być spowodowane podaniem acykloviru – odparł ordynator – u 15% leczonych pacjentów, objawy bólowe nasilają się. Do tego może dojść depresja.

– Super! – krzyknęłam – jeszcze depresja mi potrzebna…

– Ale to mija po odstawieniu leku. Uważam, że powinna Pani przejść całą kurację, choć oczywiście może Pani odmówić leczenia – na chwilę zawiesił głos i spojrzał na mnie badawczo – Wygląda na to, że wirus zaatakował u Pani struktury podkomorowe. Warto by było to wyleczyć, potem operacyjnie rozdzielić nerw od naczynia i ma Pani szansę być zdrowa – uśmiechnął się na zakończenie.

– Mam szansę – powtórzyłam jak papuga – mam…

Zdania, które przed chwilą usłyszałam powoli dochodziły do mojej świadomości.

– Gdyby nie wytrzymywała Pani bólu, możemy przejść na inny tryb leczenia, zamiast trzech kroplówek na dobę, jedna i do tego proszki doustnie, ale taki tryb leczenia nie przynosi dobrych rezultatów, więc dobrze by było, żeby Pani wytrzymała…

– Ile czasu trwa ta kuracja? – spytałam

– 14 dni.

– Yh! – przełknęłam ślinę – Rozumiem.

Wyszedł ordynator, lekarz numer 3 i lekarz numer 4.

Minęło kilka minut.

Przyszedł lekarz numer 3 i lekarz numer 4.

– Czy chciałaby Pani wiedzieć coś jeszcze? – zapytali.

– Chyba nie… – odparłam – wszystko już jest jasne. Rozumiem, że wypuszczą mnie stąd Państwo 23 grudnia?

– Tak – padła odpowiedź – dostanie też Pani od nas tabletki do dokończenia kuracji już w domu.

Zostałam sama. Ja i moje myśli o kolejnych dniach w szpitalu… Może mają rację? W ostatnim wyniku rezonansu opisano ogniska zapalne w pasmach pajęczynówki oraz ogniska zapalne w istocie białej przykomorowej pograncza ciemieniowo-potylicznego z lewej strony. Zostaję tu… do świąt.

Popołudnie.

Mam strzały w głowie co kilkanaście minut. Ból jest porażający. Nasilone objawy wiążę z dostarczanym do organizmu, od kilku dni, acyklovirem.

Wieczór. Godzina 20.15.

Poszłam podłączyć się do kroplówki, z ostatnią w dniu dzisiejszym, dawką. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Idąc korytarzem, poczułam, że zaczyna drgać mi twarz. Coraz mocniej i mocniej. Doszłam do dyżurki pielęgniarek, usiadłam na fotelu i wyciągnęłam rękę z wenflonem… Lewą stronę twarzy ukryłam w rękawie bluzy.

– Co się dzieje? – pielęgniarka stała nade mną i patrzyła na wykrzywiający się w grymasie policzek – Dobrze się Pani czuje?

– Nie… Boli – wykrztusiłam z siebie – Ale to minie… zaraz.

– Proszę zawołać lekarza – zawołała zaraz.

W głowie mam tylko ból. Twarz wykrzywia się co chwilę. Próbuję przebić się z informacją, że lekarz tu nie jest potrzebny. Że cały ten napad przejdzie w ciągu kilku czy kilkunastu minut. Przybiegł lekarz. Patrzy na mnie i pyta:

– Boli? Zaraz podamy trammal. To pomoże.

– To nie pomaga – mówię zbyt cicho, z powodu bólu – to niepotrzebne. Zaraz wszystko się uspokoi. Leki tylko otumaniają, nie niwelują bólu…

W tym momencie czuję, że ktoś odsłania mi ramię.

– Będzie trochę bolało i rozpierało – usłyszałam i poczułam ukłucie. W porównaniu do bólu w głowie, zastrzyku wcale nie poczułam. Usiadłam na krześle w korytarzu. Przybiegł Zbyszek, który czekał na mnie w pokoju. Oparłam głowę na jego ramieniu, zamknęłam oczy i starałam się pozbierać. Mijały minuty. Drgania uspokajały się.

– Widzę, że trammal pomógł? – usłyszałam nad sobą głos lekarza dyżurnego.

– Jest już lepiej – odparłam, bo nie miałam już siły tłumaczyć, że bez leku też byłoby lepiej.

Podłączona do kroplówki, wróciłam do pokoju.

Kończył się piąty dzień pobytu w szpitalu.