Szpitalny żywot – część czwarta „The end”

Kilka dni nic nie pisałam, ponieważ pobyt w szpitalu okazał się bardzo ciężkim okresem… Ból stał się nie do zniesienia.

Po dwunastu dniach spędzonych pod kroplówkami, lekarze uznali, że nie mogą mi pomóc i wypuścili mnie do domu. Kuracja acyklovirem nie przyniosła rozwiązania problemu z neuralgią. Mam tylko nadzieję, że na dłuższy czas pozbawiła mnie opryszki. Okazało się, że lekarze mieli nadzieję, że mój ból głowy wynika z zapalenia wywołanego wirusem HBV. Jednak z dnia na dzień czułam się gorzej… coraz bardziej bolała mnie głowa i to był znak, że była to nietrafiona próba.

Wyszłam ze szpitala w gorszym stanie, niż do niego przyszłam… Wyniki morfologii mam gorsze. Ból głowy nie opuszcza mnie ani na chwilę. Bywają momenty, że w odstępach kilku minut następują „strzały pioruna” i trwa to kilka godzin. Ordynator powiedział mi, że tak może być, ponieważ acyklovir może podrażniać nerw trójdzielny. Wirus opryszczki umiejscawia się w nerwach, w mózgu a ten lek go atakuje, tym samym wpływa również właśnie na nerw piąty.

Mimo wszystko cieszę się, że ten czas jest już za mną. Że znowu jestem w domu, obok Zbyszka… Jako jedyny był u mnie codziennie i słuchał, wspierał, po prostu był… Miłość daje mi siłę, żeby żyć i walczyć dalej.