Boję się…

Dwa dni temu zaczęło mnie niemiłosiernie boleć. Znowu leżałam w łóżku. Ból odczuwałam jako ciągły, dodatkowo co pewien czas dochodziły mocne uderzenia, które zwijały moje ciało w kłębek. Leżałam i marzyłam o zaśnięciu. Leżałam i marzyłam, żeby mnie nie było, żebym nic nie czuła. A czułam tylko to, że nie wytrzymam ani sekundy dłużej.

Czasami się poddaję. Ból obezwładnia moje ciało i duszę. Nie myślę jak prawdziwa ja, Ola. Wydaje mi się wtedy, że jestem kimś innym. Myśli krążą tylko wokół mojego bólu… wokół tego, jak się go pozbyć… wokół śmierci… Zaczynam tracić wiarę we wszystko i wydaje mi się, że to się nigdy nie skończy.

Boję się operacji. Boję się bólu. Boję się, że coś się nie uda podczas zabiegu. Boję się, że będę sparaliżowana, że zostanę rośliną, albo że połowa mojej twarzy będzie nieruchoma… Boję się, że coś się nie uda, bo przecież czasami się nie udaje…

Kiedy indziej zadaję sobie pytanie:
– Jeśli nie poddasz się operacji, co wtedy?

Nie mam na to dobrej odpowiedzi… Próbowałam różnych metod – tabletek, rehabilitacji, masaży, akupunktury… – nic nie pomogło. Próbowałam udawać że choroby nie ma i żyć normalnie – nie udało się. Próbowałam autosugestii, wyobrażałam sobie swoją zdrową głowę, wmawiałam sobie, że ból to tylko odczucie – nie pomogło. Pozostała tylko metoda chirurgiczna… I tylko strach nie pozwala mi się cieszyć ze zbliżającej się daty operacji. Boję się i wmawiam sobie, że „wszystko będzie dobrze„, bo niby dlaczego miałoby nie być?

Niedawno ktoś obcy zarzucił mi, że nie próbowałam dostatecznie długo i cierpliwie, brać środków przeciwko epilepsji. Że nie zmagałam się dostatecznie mocno z objawami ubocznymi. Osoba ta nie ma neuralgii, ma w swoim, bliskim otoczeniu kogoś chorego na TN. Zastanawiałam się wtedy nad tym, czy rzeczywiście zbyt szybko nie odstawiłam próby z lekami? Ale doszłam do wniosku, że to nie było tak szybko. Kiedy brałam tabletki świat stawał na głowie, nie wiedziałam gdzie jest sufit, gdzie ściana a gdzie podłoga. Czułam się jak pijana. A potem biegłam do łazienki… Próbowałam. Trzy razy próbowałam brać proszki z różnych grup, wyselekcjonowanych w zależności od substancji czynnej. Nie udało się. Mnie się nie udało, co nie oznacza, że komuś innemu to nie może pomóc.
Odpowiedziałam tej osobie, że nie powinno się oceniać nikogo, kto walczy z chorobą. Każdy człowiek jest inny. Każdy, ma inny próg wytrzymałości. Na każdego może podziałać coś innego. Wreszcie – każdy ma prawo wyboru do metody leczenia i radzenia sobie z bólem. Rolą osób wokół jest wspieranie chorego w jego wyborach, jest rozmowa i trzymanie za rękę w ciężkich chwilach. Nie można nikogo oceniać za to, jak radzi sobie w trudnych momentach.

Boję się operacji, ale bardziej boję się, że zostanę z tym bólem na zawsze i nie będę umiała dłużej tak żyć. Zatem chyba bardziej niż operacji boję się stagnacji i swojego nie-życia po lewej stronie.