Mądrości życiowe

Trudno jest być obok osoby chorej. Trudno jest patrzyć na ból, kiedy nie można nic zrobić. Taka rola przypada naszym najbliższym… Mogą się starać. Mogą próbować pomóc. Ale efekt nigdy nie będzie dobry.

Zaczęłam myśleć czego oczekuję od Zbyszka, rodziny, przyjaciół… Najpierw przyszło mi do głowy, że niczego nie chcę, ale nie jest tak. Dla mnie chyba najważniejsze jest, żebym czuła, że te osoby są koło mnie. Żebym czasami poczuła uścisk dłoni. Żeby czasami ktoś mnie przytulił. Żeby czasami ktoś mnie wysłuchał. Żeby czasami ktoś mnie „postawił do pionu„, bo przecież moja sytuacja, choć trudna, nie jest najgorszą z możliwych…

Wczoraj odwiedziła mnie ważna osoba w moim, dotychczasowym życiu, w okresie „przed bólem„. Nasze drogi rozeszły się z różnych przyczyn. Jedną z nich, być może najważniejszą, była choroba. Teraz mamy wybór, możemy spróbować odbudować relację, albo o niej zapomnieć. Możemy wyjść z tego bogatsze, wiedzieć więcej o sobie nawzajem, możemy zbudować coś lepszego i trwalszego. Mamy taką szansę, bo wiemy więcej. O sobie samych, o sobie nawzajem, o swoich emocjach i zachowaniach.

Czasami zastanawiam się czy dzisiaj byłabym w innym punkcie swojego życia, gdybym ostatnie sześć lat spędziła jako zdrowy, normalny człowiek? Co by było gdyby… W takich momentach dochodzę do wniosku, że takie myślenie nie ma sensu. Zastanowiłam się wobec tego, czego nauczyła mnie choroba, ból, wędrówki w poszukiwaniu zdrowia? Pomyślałam, że przez dwa tysiące dwieście dni, dzień po dniu, uczyłam się cierpliwości, wyrozumiałości, empatii dla człowieka. Uczyłam się jak być lepszym człowiekiem. Uczyłam się co jest dla mnie najważniejsze, na czym powinnam się skupić w swoim życiu. Uczyłam się cieszyć z małych rzeczy, sytuacji, zdarzeń…

Choroba zabrała mi kawałek życia, ale też nauczyła czegoś, czego jako zdrowy człowiek nigdy bym nie zrozumiała. Jednak dzisiaj myślę, że dosyć już tej nauki! Że bardzo bym chciała zakończyć ten okres mojego życia….