Osiem dni.

Zostało osiem dni. Osiem dni do operacji.

Boli mnie. Nieustająco. Ciągle. Bez chwili wytchnienia.

Drętwieje język, usta, policzek. Strzały atakują moje oko, nos, czubek głowy. Potwornie pali mnie ucho.

Jestem na progu wytrzymałości.

Zazwyczaj potrafiłam wstać rano i zmusić się do pozytywnego myślenia. Zazwyczaj potrafiłam znaleźć sens, żeby dalej walczyć. Dzisiaj… Ostatnio… Coraz trudniej odnajduję powody, dla których chcę żyć. Wolałabym usiąść i rozpłakać się. Dać się unieść swojej bezsilności…

Dlaczego wobec tego wstałam dzisiaj i piszę teraz to, co piszę?
Dzisiaj rano przytulił mnie ukochany mężczyzna.
Powiedział ważne słowa. O tym w co wierzy… O tym jak będzie, jak może być… O tym co czuje. I o tym, że jest obok mnie.

Dlatego dzisiaj wstałam i żyję.