Pierwszy dzień w domu.

Obudziłam się z ogromnym bólem. Innym, normalnym, ale dużym. Wzięłam znowu Zaldiar. Zbyszek jeszcze spał, więc nie miałam jeszcze pod ręką lekarstwa ze szpitala. Chciałam, żeby odpoczął. Bolało cały czas, mimo to, byłam uśmiechnięta.
Potem, powoli, dzień nabierał tempa. Chociaż byłam bardzo zmęczona i słaba, nic nie było w stanie wybić mnie z optymistycznego nastroju. Rozmawialiśmy. Śmialiśmy się. Zbyszek poszedł do apteki i sklepu.
Łyknęłam Ketores, czyli ketonal o przedłużonym działaniu przeciwbólowym i przeciwzapalnym. Po chwili tabletka zaczęła działać.
Popołudniu wpadła mama z nieocenionym rosołkiem dla rekonwalescentki. Byłam szczęśliwa i zmęczona. Wreszcie chciało mi się żyć.
Zaczęłam szukać otolaryngologa. W prywatnej placówce, w której mam abonament, był problem z terminami. Zapisałam się, ale pierwszy, wolny termin był dopiero za tydzień. Zaczęłam szukać dalej i okazało się, że mój tata współpracuje z ośrodkiem w Kajetanach. Lepszego miejsca nie mogłabym sobie wymarzyć. Zadzwonił, że możemy jechać od razu, ale nie miałam siły. Umówiliśmy się na następny dzień.

Tego dnia dużo leżałam i spałam. Byłam w domu. Wszystko układało się w logiczną całość.