Nowa diagnoza. Kajetany.

Następnego dnia rano ruszyłam do Światowego Centrum Leczenia Słuchu. Jechałam tam ze współpracowniczką taty, bo on sam był trzeci dzień po zabiegu i dostał temperatury, gorzej się poczuł. W samochodzie zaczęło mi być niedobrze, ale w końcu, po niecałej godzinie, dotarłyśmy na miejsce. W głowie mi wirowało. Byłam zmęczona. Na szczęście zaopiekował się mną znajomy taty, załatwiał wszystko i przeprowadzał pomiędzy kolejkami. Tego dnia byłam mu za to ogromnie wdzięczna. Wiedziałam, że tak być nie powinno, że inni ludzie też czekają, ale wiedziałam też że nie dałabym rady czekać. Bolała mnie głowa. Było mi niedobrze. I pierwszy raz zaczęłam czuć małe bóle neuralgii. Małe, delikatne, ale znane mi, aż za dobrze.
– To zmęczenie – pomyślałam szybko – To tylko zmęczenie materiału. Minie.
W Kajetanach zrobiono mi badania. Różne. Z całym kompletem wróciłam do lekarza, który je zlecił. Zasępił się nad nimi i milczał. Mijały sekundy ciszy.
– Panie Doktorze – zaczęłam mówić – wolałam jak się Pan uśmiechał i mówił do mnie.
– Ja też wolałem, ale nie mam powodu do uśmiechu teraz – odparł i spojrzał na mnie – Widzi Pani, tu są wykresy… – zaczął pokazywać mi krzywe i tłumaczyć co oznaczają. Słuchałam.
– Reasumując, mamy komplikację po operacji. Wygląda na to, że w Pani uchu jest płyn mózgowo-rdzeniowy, być może także krew. Powoduje to głuchość ucha, ale to minie. Tym się nie przejmujemy. Problem stanowi uwidoczniony w badaniu trwały ubytek słuchu dla dźwięków wysokich. Problemem będzie odpowiedź na pytanie, jak do tego doszło i czy ten stan będzie się pogłębiać. Na pewno zostanie ubytek. Na zawsze. To co możemy zrobić na razie, to zastosować kurację sterydami. Najlepiej by było, naciąć błonę bębenkową i wpuścić tam bezpośrednio sterydy, ale może być to niebezpieczne dla Pani zdrowia. Nie wiemy skąd płynie płyn? Wobec tego zastosujemy kurację doustną. Dzisiaj jest środa. I dzisiaj weźmie Pani pierwszą dawkę, czterdzieści miligramów Encortonu. Tak będzie Pani działać przez trzy dni, codziennie rano, tylko dzisiaj popołudniu, jak Pani wykupi lekarstwo. W piątek przyjedzie Pani na kontrolę. Od soboty będzie Pani zmniejszać dawkę o dziesięć miligramów. Za dwa dni powtórzymy badania i zobaczymy czy coś się zmienia.
– Dobrze – siedziałam na krzesełku, patrzyłam na tego lekarza i zastanawiałam się jak to możliwe, żebym w tak szybkim tempie została okradziona z całej radości?

W drodze powrotnej byłam już potwornie zmęczona. Myślałam, że zwymiotuję w samochodzie. W końcu dotarłyśmy na miejsce. Postanowiłam nie poddawać się i być dzielną. Pożegnałam się i podziękowałam znajomej taty. Następnie weszłam do apteki. W tym momencie wiedziałam już, że nie był to dobry pomysł. Siedziałam na krzesełku w aptece i czekałam na swoją kolejkę. Chciało mi się wymiotować, w głowie wirowało. Kupiłam te sterydy i powlokłam się do domu. W drodze dzwoniłam do Zbyszka, ale miał zajęty telefon. Szłam powoli. Dotarłam do schodów. Przede mną były do pokonania trzy piętra. Jeszcze raz zadzwoniłam do Zbyszka, ale bez rezultatu. Zaczęłam wspinać się na górę. Pierwszy schodek. Drugi schodek. Trzeci… Nie wiem ile czasu mi to zajęło. Niemało. Nacisnęłam klamkę do drzwi i wczołgałam się do środka. Zbyszek ciągle rozmawiał. Na mój widok zaczął żegnać się z klientem i podprowadził mnie do krzesła. Usiadłam. Chciałam położyć głowę na stole, ale kiedy zaczęłam ją schylać, było jeszcze gorzej. Siedziałam cała ubrana w płaszczu, czapce, rękawiczkach… Zaczęłam coś pić. Powoli odzyskiwałam świadomość siebie. Łyknęłam sterydy i położyłam się do łóżka. Zasnęłam.

Obudziłam się po godzinie, może dwóch. Byłam nadal zmęczona, ale nie mogłam już zasnąć. Poczułam znowu bóle neuralgiczne. Cały czas małe, niby niezauważalne, ale… Bałam się.
Zjedliśmy coś. Rozmawialiśmy. Wieczorem nadal czułam, że ciało mam okrutnie zmęczone a mózg pracuje mi na najwyższych obrotach. Zaczęłam odpisywać przyjaciołom, znajomym, czytać coś, pisać, oglądać. Mijały godziny, chciałam spać, ale nie mogłam zasnąć. O szóstej rano wreszcie zmorzył mnie sen.