Czekam na dzień…

Było już dość późno, kiedy razem ze Zbyszkiem, wyruszyliśmy do Kajetan. Na konsultację, z moim otolaryngologiem. Na miejsce dojechaliśmy po godzinie czternastej. Pierwszy raz widziałam tutaj wolne miejsca parkingowe. Pierwszy raz nie było kolejki w rejestracji.

W gabinecie „zero-pięćdziesiąt” przyjął mnie młody lekarz, ponieważ mój dotychczasowy doktor operował na bloku. Zajrzał mi od razu do lewego ucha.
– Od wewnątrz wygląda całkiem ładnie… – usłyszałam – Ale trzeba sprawdzić jak działa… W takim razie pójdzie Pani na badanie kontrolne słuchu – dokończył, wypisując skierowanie.

Poszliśmy znaną już na pamięć drogą. Najpierw korytarzem  w lewo, później w prawo, później znowu w lewo, potem przez duże, szklane drzwi i prosto, do końca korytarza, do gabinetu „zero-siedemdziesiąt-cztery”. Po raz pierwszy nie było kolejki. Mój numer wyświetlił się prawie od razu. Weszłam do środka.

– Dzień dobry – na mój widok, twarz jednej z laborantek, rozświetliła się uśmiechem – Kupiłam, ale nie pachnie tak jak na Pani… – dokończyła zdanie z miną, która świadczyła o dużym rozczarowaniu. Podczas poprzedniego badania słuchu zapytała jakich perfum używam, bo bardzo podobał jej się mój zapach. Powiedziałam jej. Ona kupiła te perfumy. Mimo to nie pachniała tak samo…
– Perfumy to indywidualna sprawa – odparłam, próbując ją pocieszyć – Łączą się z zapachem skóry, tworząc unikatową mieszankę, człowiek + mieszanka zapachowa. Dlatego na każdej osobie, te same perfumy, będą pachnieć inaczej.
– Ale ja chcę pachnieć jak Pani! – zaoponowała.
– A ja chciałabym być zdrowa… – pomyślałam bezgłośnie i tylko uśmiechnęłam się w odpowiedzi.

Badanie przebiegło tak, jak zwykle. Najpierw był pomiar dźwięków, które dochodzą do pnia mózgu. To badanie odbywa się bez czynnego udziału pacjenta. Jako drugi był pomiar fal dźwiękowych, które się słyszy. Przy tym badaniu, człowiek ma swój czynny udział. Kiedy usłyszy dźwięk, musi przycisnąć guzik. Wynik moich badań był lepszy niż tydzień wcześniej.

– Wreszcie coś się poprawia – skomentowałam, uśmiechając się „od ucha do ucha”. – Tylko dlaczego nadal nie słyszę? Tylko szum i ciszę – zadałam sobie pytanie w myślach… – Do widzenia! – pożegnałam się i wyszłam.

Pod gabinetem czekał na mnie Zbyszek.
– Jest lepiej! – krzyknęłam i radośnie zaczęłam machać wynikami.

Poszliśmy z powrotem do lekarza. Okazało się, że w między czasie wrócił już mój laryngolog. Spojrzał na wyniki. Następnie jeszcze raz zajrzał mi do ucha i…

– Jest dobrze – oświadczył – Wobec tego nie będziemy nacinać błony bębenkowej. Poczekamy teraz spokojnie. Potrzebny jest czas… Za dwa, trzy tygodnie przyjedzie Pani na kontrolę. Zbadamy znowu słuch i zobaczymy jak sytuacja się rozwinie. Chyba, że coś się wydarzy wcześniej. Wtedy proszę dzwonić.
– Super! Dziękuję – odpowiedziałam.
Cieszyłam się, że moje, codzienne wędrówki pod Warszawę, skończyły się przynajmniej na jakiś czas.

Wyszliśmy ze szpitala. Nabrałam siły i wiary, że może jednak wszystko się ułoży.
Może będzie lepiej…

Tego dnia była u nas w mieszkaniu Oksana, Pani wynajęta do cotygodniowego sprzątania. Nigdy wcześniej nie korzystałam z takich usług. Ale teraz… Ja nie mogłam się schylać i męczyć, Zbyszek nie był najlepszym sprzątaczem… i pojawiła się Oksana.
Z tego powodu, dzisiaj, musieliśmy wymyślić sobie zajęcie na kilka kolejnych godzin. Byłam już zmęczona, więc pojechaliśmy do domu moich rodziców. Byliśmy tam sami, bo obydwoje byli poza domem.
Zbyszek poszedł naprawiać ich komputer a ja położyłam się na łóżku. Po kilku godzinach biegania, byłam już bardzo zmęczona. Głowa bolała mnie coraz mocniej. Pomyślałam, że chętnie zamieniłabym poprawę słuchu na brak bólu w głowie. Zamknęłam oczy i zaczęłam zasypiać.

To był dobry dzień.

Ale czekam na dzień, kiedy przestanę czuć ból głowy.
Kiedy obudzę się rano i nie poczuję nic.