Rzeczywistość.

Od operacji, codziennie budzę się i otwierając najpierw lewe, potem prawe oko, myślę…

– Dzisiaj będzie lepiej. Na pewno! Niemożliwe stanie się możliwym.

A potem czuję ból i postanawiam czekać do następnego dnia, kiedy przyjdzie kolejny poranek. Moment przebudzenia. Nowa szansa na normalne życie bez bólu.
Rzeczywistość jednak przygniata. Mniej lub bardziej.

Każda godzina bólu, każdy piorun w głowie, każde drganie na twarzy czy łzy cieknące z lewego oka, powoli wpływają na stan mojego umysłu. Przestaję wierzyć, że to, co poczułam przez kilka dni po operacji, wróci do mnie. To było jak cudowny sen…
Śmiałam się a uśmiech roztaczał się na całą moją twarz. Mówiłam i zachowywałam się tak, jak siedem lat temu, zanim zachorowałam. Zanim przeszło mi przez głowę pierwsze uderzenie neuralgii… Tych kilka dni w lutym, bez uczucia bólu, przypomniały mi, jakie życie może być piękne. Jak cudownie jest po prostu istnieć, myśleć, mówić bez strachu, że za chwilę coś się stanie… że ból przerwie mi rozmowę.

Było pięknie… Dlatego chyba tak bardzo nie chcę uwierzyć w to, że mogłabym więcej nie doświadczyć takich chwil… Bez strachu. Chwil wolności. Chwil radości.

Za kilka dni czeka mnie wizyta w Kajetanach. Do dzisiaj nic się nie zmieniło. Nie słyszę. Mam nieustający szum w uchu. Ale chcę wierzyć, że w ciągu tych kilku najbliższych dni jeszcze coś może się zmienić.

Potem powinnam pojechać do mojego neurochirurga. Tylko co ja mu powiem?
– Boli mnie twarz. Miałam pioruny w głowie, kilkanaście może kilkadziesiąt razy. Przestałam liczyć. Drgała mi twarz. Z oka płynęły łzy. Miałam uczucie mrówek na nosie i policzku. Codziennie boli mnie głowa w miejscach neuralgicznych i w miejscu kraniotomii.

Nie chcę tego mówić.

Jeśli usłyszę te słowa wypowiedziane przez siebie samą na głos… Jeśli spojrzę w twarz mojego lekarza i zobaczę rezygnację… To zniknie cienka nitka nadziei, która przez ostatnie tygodnie utrzymuje mnie przy zdrowych zmysłach.

Nie chcę usłyszeć, że to koniec mojego marzenia o zdrowiu. Boję się, że wtedy… Mogłabym… Nie będę o tym myśleć. Nie dzisiaj.

Patrzę na słońce za oknem i marzę dalej…