Jeszcze nie dzisiaj.

Stres przed drugą operacją.
Stres związany z pracą.
Stres wynikający z różnych sytuacji życiowych.

To wszystko osłabiło mój organizm. Uaktywnił się wirus EBV i… termin operacji został przesunięty. W szpitalu wyznaczono nowy termin. Datę zaznaczyłam w kalendarzu i wierzę, pomimo wątpliwości i strachu, że to będzie mój szczęśliwy dzień…

Czekam wobec tego znowu. Mam przed sobą kilka tygodni bólu. Kilka tygodni, żeby przygotować się raz jeszcze do drugiej operacji. Tym razem boję się przede wszystkim tego, że się nie uda i że zostanę z tym bólem na zawsze. Co wtedy? Wtedy zamiast szukać rozwiązania, będę uczyć się jak żyć, żyć dobrze, z neuralgią u boku. Na razie jednak staram się wierzyć, że za kilka tygodni pożegnam się z tą chorobą na zawsze.