Przepraszam.

Od najmłodszych lat uczymy się, że za złe zachowanie trzeba przeprosić.

Kiedy byłam naprawdę mała i zrobiłam coś „złego”, zbiłam szklankę, narysowałam na ścianie kredkami „wspaniały” obraz albo razem z bratem zużyłam całą wełnę mamy na stworzenie pajęczyny w naszym pokoju, czułam, że powinnam powiedzieć:
Przepraszam.

Potem przyszedł etap szkoły podstawowej. Raczej nie było ze mną kłopotów, ale od czasu do czasu… Każdemu coś się zdarza przeskrobać. Liceum to już inny etap w życiu. Przyszedł okres buntu i próba określenia siebie jako odrębnego człowieka, wtedy często mówiłam:
Przepraszam.

Studia. Przyjemny okres w moim życiu. Robiłam to o czym zawsze marzyłam. Całymi dniami stałam przy sztalugach, przy prasie drukarskiej albo siedziałam na wykładach. To był czas, kiedy uczyłam się dorosłego życia… na własnych błędach. Dlatego bywało, że mówiłam:
Przepraszam.

Dzisiaj jestem dorosła i chora. Neuralgia i ból spowodowały, że często przepraszam za coś, za co przepraszać nie powinnam. Ale przepraszam, za to, że….
… boli mnie głowa i nie umiem zmusić się, żeby spotkać się z przyjacielem.
… boli mnie głowa i nie umiem zmusić się, żeby uśmiechać się na spotkaniu rodzinnym.
… boli mnie głowa i nie umiem zmusić się, żeby być w dobrym nastroju.
… boli mnie głowa i nie umiem zmusić się, żeby pracować.
… boli mnie głowa i nie umiem zmusić się, żeby pójść do kina.
… boli mnie głowa i nie umiem zmusić się, żeby wstać z łóżka.
… boli mnie głowa i nie umiem zmusić się, żeby zainteresować się czymś poza bólem…

Z tego powodu nie powinnam czuć się winna, a mimo to tak się właśnie czuję i ciągle, prawie codziennie mówię:
Przepraszam.