Mam ochotę się poddać…

Znowu dopadł mnie ten okropny, ciągły ból. W lewym uchu słyszę tylko nierówne pulsowanie krwi i szum… Przez głowę przechodzi pręt z bólem. Dokładnie wyznacza trajektorię drogi nerwu trójdzielnego… Wiedziałam, że tak będzie. Kiedy obudziłam się na chwilę w nocy i poczułam, że boli potwornie… Wtedy zrozumiałam co mnie dzisiaj czeka i chciałam, żeby ranek nigdy nie nadszedł.

Chciałabym wziąć jakąś pigułkę, środek, który spowodowałby, że odleciałabym do innego świata. Dzisiaj mogłabym chyba wziąć nawet morfinę. Gdybym ją miała. Wolałabym męczyć się ze skutkami ubocznymi niż tkwić w tym wszystkim…

Dlaczego w Polsce lekarze nie przepisują leczniczej marihuany? Albo przepisują bardzo rzadko? Jeśli jest ktoś taki jak ja, kto nie toleruje leków przeciwpadaczkowych (stosowanych również na ból neuralgiczny), dlaczego nie miałby spróbować innego sposobu? Kiedyś, jakiś czas temu, pytałam dwóch neurologów, czy jest taka możliwość, żeby przepisali mi na próbę leczniczą marihuanę. Obydwoje powiedzieli:

– Nie.
– Dlaczego? – spytałam.
– W obecnej sytuacji politycznej… W obliczu nagłośnienia tej sprawy, karania ludzi i lekarzy… Nikt Pani tego nie przepisze. Jest w nas strach. – usłyszałam w odpowiedzi.

Więc siedzę teraz, po drugiej operacji neurochirurgicznej i nie wiem jak przeżyję ten dzień. Bo leki nie są dla mnie. Bo marihuana jest passe a operacje na razie nie przyniosły efektu. Wyobrażam sobie, że odkręcam swoją głowę. Stawiam ją obok i czekam… Aż ból zniknie. Gdybym mogła choć na chwilę uwolnić się od tej części swojego ciała… Ale nie mogę, dlatego czuję tylko…

Ból.
Pieczenie.
Ból.
Szum.
Łzy.
Ból.

Choć kocham życie, mam ochotę się poddać…