Déjà vu.

Rano, o godzinie szóstej, czułam już narastający ból. O ósmej obudziłam się z mrowieniem policzka i nosa, bólem oka, bolącymi zębami…
Wczoraj zaczęłam wierzyć, że może operacja się udała – pomyślałam – dzisiaj znowu mam déjà vu.
Tak było. Wczoraj, popołudniu, bóle neuralgiczne były na tyle małe i nie ingerujące w świadomość, że zaczęłam się zastanawiać, że może…, że po drugiej operacji…, że… Wczorajszy wieczór był całkiem przyjemny. Nawet przestałam „truć się” tabletkami przeciwbólowymi. Wczoraj zaczęłam z powrotem wierzyć, że do mnie też może „uśmiechnie się” los.

Dzisiaj już się nie cieszę. Siedzę z laptopem na kolanach i piszę te słowa, i czuję tylko…
ból – przerwa – ból – przerwa – piorun – przerwa – mrowienie –ból – przerwa – piorun – igły – ból…
To jak sygnał morse’a w moim mózgu.

A ja ciągle czekam na ostani znak tego alfabetu… Na ostatni piorun. Na ostatni ból.