Upadek.

Upadłam. Zemdlałam i porządnie walnęłam się chyba w lewe biodro i lewą stronę czaszki. Napisałam chyba, bo nic nie pamiętam. Oceniać mogę tylko po tym, jak się czuję teraz, dzisiaj… Boli mnie zarówno biodro jak i głowa. O ile z nogą jest coraz lepiej, z godziny na godzinę, ruszam nią coraz sprawniej, pozostał jedynie siniak i lekkie zadrapanie, o tyle ból głowy narasta. Dodatkowo jest mi niedobrze. Potwornie niedobrze. Ale źrenice mam równe. Mówię normalnie. Może to tylko stłuczenie?

Kilka dni później…

Ciągle jest mi niedobrze. Zbyszek namawia mnie na wizytę u lekarza. Ja nie chcę iść. Odwlekam sprawę, bo boję się, że powie mi coś złego, coś czego nie chcę usłyszeć… Nie chcę badań. Nie chcę kolejnych wizyt. Nie chcę być chora. Miało i ma być lepiej a nie gorzej.