Pierwszy śnieg.

Pojawił się pierwszy śnieg w tym roku i zakrył okoliczne drzewa i ulice. Jest pięknie.
W głowie czuję tylko ból i choć oczy śmieją się do widoków za oknem, dusza płacze z bezsilności.
Mróz, zimno, lekki wiatr to czynniki wywołujące pioruny i ból.

Właśnie teraz, przed chwilą, przeszył mnie pierwszy piorun. Mocny, ale bywało gorzej. Przeleciał przez mój mózg z prędkością światła, jak jastrząb. Niespodziewanie. Bezgłośnie. Ten strzał jest jak pierwszy płatek śniegu, który zapowiada zimę… zimę w mojej głowie.

Chciałabym cieszyć się tym, co mnie otacza, ale nie potrafię, bo ból przesłania mi wszystko. Zaraz wezmę pigułkę szczęścia i będę starać się przetrwać kolejne godziny. Zaraz w odwiedziny przyjdzie do mnie ważna osoba, z którą przez ostatnie miesiące nie miałam kontaktu i chciałabym być przytomna, chciałabym porozmawiać o tym co się stało, co przyniesie nam jutro…, ale jasność umysłu przesłania mi ból. Chciałabym być dzisiaj szczęśliwa, bo potrzebuję trochę beztroski, tymczasem nie wiem czy będę mogła… czy jednak mój ból nie pokona mnie w tej walce o radość życia?

Postscriptum.
Bardziej niż ból rozwaliła mnie sytuacja we własnym domu. Przerasta mnie to, co się dzieje z bliskimi mi ludźmi. Pomimo dobrych chęci i miłości nie wiem czy umiem i czy chcę tak żyć, jak przez ostatnie tygodnie… W trudnych chwilach nikt nie pamięta czy jestem, czy nie jestem chora. Dzisiaj boli mnie głowa… Bardzo boli. Tymczasem muszę rozwiązywać problemy, które dla zdrowego człowieka byłyby wyzwaniem. Jak długo wytrzymam? Tydzień? Dwa tygodnie? Miesiąc? Co będzie potem? Boję się odpowiedzi na to pytanie… Po prostu boję się.