Nowy Rok

Pierwszego dnia nowego roku obudziłam się z bólem głowy… Jednak zanim nadszedł ten dzień… Powitałam Nowy Rok leżąc na łóżku ze Zbyszkiem, pijąc wino i jedząc makowiec i orzeszki. Było zwyczajnie i bardzo przyjemnie. Tak sobie wtedy pomyślałam, że te zwyczajne chwile są najprzyjemniejsze, najlepsze, że to one budują nasze życie. I chciałam, żeby tamta noc trwała i trwała, i trwała…

Ale czas płynie nieubłaganie. Nadszedł pierwszy dzień stycznia i ból. Magia związana ze zmianą daty minęła. Zaczęło się normalne życie.

W tym roku nie nastawiam się na spektakularne zmiany w przebiegu mojej choroby. W ogóle nie chcę myśleć, że może się coś zmienić. W moim przypadku przynosi to tylko rozczarowania. W zeszłym roku myślałam, że operacje mózgu pomogą. Nie pomogły. Dlatego dzisiaj nie myślę o cudownych lekarzach, możliwościach, pomysłach. Na razie tkwię w tej chorobie i próbuję żyć, bez względu na ból a może pomimo niego?

Idę do przodu.