Zbyszek.

Jest jedna osoba na tym świecie, która jest ze mną ciągle. Widzi wszystko. Ból, strach, łzy, bezsilność, utratę woli… Widzi chęć życia i resztki wiary. Jest ciągle i w jakimś stopniu choruje razem ze mną. Nie boli go fizycznie. Ból jest psychiczny. Kiedy ja leżę i krzyczę z bólu, jest koło mnie. Bez niego dawno już nie miałabym siły żyć. Myślę, że bez niego próbowałabym popełnić samobójstwo. Może nie… bo cały czas mam wolę życia. Mimo to momentami kompletnie się załamuję i wtedy jest Zbyszek.

Czasami boję się, że On nie wytrzyma tej karuzeli. Że nie wytrzyma bólu, cierpienia, bezsilności… Czasami boję się, że choroba nas rozdzieli. Ale staram się wierzyć w miłość, w jej siłę, w to, że jest w stanie przetrwać najgorsze próby a taką jest ta choroba.

Czasami Zbyszek ucieka. Jego ucieczką i odpoczynkiem jest gra w szachy. To moment, w którym może zapomnieć o wszystkim. Skupia się na grze i tylko na grze. Zdarza się, że sprawia mi to przykrość, bo ja tkwię w bólu bez przerw a On może zrobić sobie „wakacje„. Ja nie mogę przecież uciec przed chorobą… Obiektywnie wiem, że to mu jest potrzebne, że dzięki tym chwilom On może przeżyć ze mną następne dni, tygodnie, miesiące cierpienia.

W naszym życiu są też dobre momenty. Są dni bez bólu, bez piorunów i efektów specjalnych. To czas, w którym ładujemy baterie. To daje nam siłę, żeby chcieć żyć, być ze sobą, marzyć…