Wojowniczka.

To piękny dzień, żeby zmienić coś w swoim życiu. Żeby o nie zawalczyć.

W lodówce, już po raz drugi, stoi opakowanie leku Sativex. Mam nadzieję, że tym razem się nie przeterminuje 😉 Po wizycie u „lekarza bólu”, zdecydowałam się na jego kupno.

Sativex.
Działanie leku jest dwuskładnikowe, w odróżnieniu od oleju konopnego, dostępnego w internecie, bez recepty. Podczas badań klinicznych stwierdzono, że organizm człowieka sam wytwarza tzw. endokannabinoidy, które mają ogromny wpływ na działanie układu nerwowego, nie tylko w przewodzeniu bólu. Odpowiadają m.in. za „odpoczynek” układu nerwowego, za jego oczyszczanie. Stąd doniesienia, że leki z konopii pomagają w chorobach neurodegeneracyjnych.

Ponadto endokannabinoidy walczą z każdą zewnętrzną inwazją, działają silnie przeciwzapalnie, bez dewastujących skutków ubocznych, jakie dają np. sterydy. Działanie przeciwzapalne THC jest 20 razy silniejsze od działania aspiryny i dwa razy, od hydrokortyzonu.

Podczas badań ustalono też, że THC podawany razem z opioidami zwiększa siłę ich działania. Można użyć 26 razy mniejszej dawki kodeiny, dziewięć razy mniej heroiny, dwa razy mniej morfiny.

Dzisiaj albo jutro zaserwuje sobie pierwszy „psik” i zobaczymy co się wydarzy… Wiem jedno, to jest motorem mojego działania, że już dłużej nie chcę i nie mogę żyć w bólu.
Nie zniosę tego.
Nie dam rady.

Ból od wielu lat steruje moim życiem a to ja powinnam zacząć sterować nim. Pozwoliłam „pokroić” swój mózg, żeby się go pozbyć. Brałam dziwne leki przeciwepileptyczne, wywołujące jeszcze dziwniejsze objawy neurologiczne. Próbowałam przetrwać i przezwyciężać ból siłą swojej psychiki. Poddawałam się i walczyłam. Pomimo wszystko choroba nadal wygrywa….

Kiedy leżę w łóżku, kiedy boli tak strasznie, tak nie do wytrzymania, marzę tylko o tym, żeby nic nie czuć. Przestaje mi zależeć na najbliższych, na pasjach, marzeniach, celach…, chcę tylko nicości. To nie jest normalne myślenie, czuję się jakbym przestawała być człowiekiem, jakbym już dawno przestała być sobą. Prawdziwa „ja” gdzieś się zgubiła pomiędzy operacjami, receptami i niezwyciężonym bólem.

Dlatego pomimo strachu przed kannabanoidem, (nigdy nie lubiłam tracić kontroli nad swoją świadomością i tego w tym przypadku się boję), pomimo różnych obaw, wezmę Sativex, bo poziom bólu przerósł moje możliwości i granice wytrzymałości. Nie chciałam być sterowana przez chemię, ale może warto zrezygnować ze swoich założeń, zrobić krok w tył, żeby wygrać wojnę. Nie wiem czy mogę liczyć na to, że ten lek akurat mi pomoże. Opinia publiczna, oceny lekarzy są przeróżne. Ale… bardzo głęboko skrywam głęboką nadzieję, że coś się zmieni…. Kolejne dni przyniosą odpowiedź. Zatem… Walka!