Dzień 09.

To jest mój 9 dzień kuracji leczniczą marihuaną. Samopoczucie mam słabe, może dlatego, że ciągle jestem zmęczona. Budzę się i zasypiam wykończona. Nie mam siły na nic. Dosłownie na nic. Pracuję przez jedną, dwie godziny i zasypiam, co oczywiście skutkuje tym, że już teraz jestem spóźniona z różnymi projektami. To zmęczenie jest wszechogarniające i mam takie wrażenie, jakby nie miało końca…

Boli nadal, chociaż…

Nie jestem pewna, ale mam podstawy, żeby przypuszczać, że coś się zmienia… Dwa dni temu, w środę i czwartek miałam jeden z najgorszych dni bólowych. Taki czas polega na tym, że uderzają w mój mózg pioruny. Najpierw co piętnaście minut, potem co dziesięć, coraz częściej, coraz częściej… aż w końcu pozostaję z wrażeniem, że ból jest ciągły. Taki stan trwa zazwyczaj półtora, może dwa dni. Tak też było ostatnio. Tylko ból był jakby przygaszony, mniejszy, osłabiony… Zazwyczaj, w trakcie ataku krzyczałam o swojej śmierci i mieszało mi się w głowie. Przedwczoraj było inaczej, chociaż ciężko. Przeleżałam właściwie cały dzień. Szumiało mi w głowie, tętniący ból, przeplatany piorunami, zagłuszał moje myśli.

Czy to był ten najgorszy atak nerwu trójdzielnego, ale zmieniony…? Nie wiem? Bo ból mi się nie przedstawia i nie mówi do mnie:

– Dzień dobry, dzisiaj ja będę z Tobą, Twój Najgorszy Ból z Możliwych.

Jeśli jednak przyjąć hipotezę, że marihuana uśmierzyła, przynajmniej w jakiejś części ten ból…? Byłaby nadzieja.

Nadzieja jednak jest nadwyrężona, bo dopiero teraz dociera do mnie, ile takie leczenie kosztuje. Na razie jestem przy pięciu podaniach dziennie, ale nie przestało mnie boleć, więc muszę zwiększać ilość podań. Do jakich dawek dojdę? Ośmiu, dziewięciu, dziesięciu „psików”? Tymczasem jedna buteleczka Sativex-u kosztuje prawie dziewięćset złotych. W buteleczce są czterdzieści dwa „psiki”. Przy założeniu, że zadziała na mnie osiem dawek, jedna butelka starczy mi na pięć dni. W miesiącu musiałabym zużyć sześć opakowań, czyli wydać 5 400 złotych. Cóż mogę dodać… Nie stać mnie na takie leczenie. Wpadłam jeszcze na pomysł, że może NFZ czasami refunduje takie leczenie. Może chociaż w części. Sprawdzę to, choć bez większego przekonania.

Ciągle myślę, co będzie, jak marihuana okaże się skuteczna, ale dla mnie, ze względu na cenę, niedostępna?
Dzisiaj, teraz… Zbyszek i moi najbliżsi namawiają mnie, żebym zobaczyła czy to w ogóle działa a potem…
Będzie dobrze – mówią wszyscy.