Rzeczywistość po lewej stronie.

Przedwczoraj miałam pojechać na wizytę do neurochirurga, u któregoś kiedyś już byłam. Ponad dwa lata temu stwierdził, że mam konflikt naczyniowo-nerwowy i zaproponował przeprowadzenie mikrodekompresji. W tamtym momencie ucieszyłam się z propozycji. Jednak termin wyznaczono mi wtedy w listopadzie 2018 roku. Wtedy wydawało mi się, że to jakiś żart, ale… czas leci i teraz okazuje się, że to już za rok. Co prawda w między czasie miałam już dwie operacje, ale termin w drugim szpitalu pozostał. Niedawno postanowiłam pojechać do tego neurochirurga, pokazać mu moje ostatnie wyniki MRI i zapytać co dzisiaj, w tej sytuacji, może mi powiedzieć? Co myśli o wynikach? Czy wszystko w moim mózgu jest w porządku, jak twierdzi mój neurochirurg.

Tego dnia bardzo bolała mnie głowa. Mimo tego nie chciałam odwoływać wizyty, bo bardzo ciężko dostać się do tego lekarza a nie chciałabym czekać kolejnych trzech miesięcy na kolejną szansę konsultacji. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam. Po dziesięciu minutach wiedziałam, że już nic z tego nie będzie. Kręciło mi się w głowie, rozmazywał mi się obraz, robiło mi się niedobrze ze zmęczenia.

– Nie dam rady – powiedziałam do Zbyszka – Zawracamy.

Łzy zaczęły mi płynąć po policzkach. Jestem tak chora, że nawet nie mam siły dojechać na wizytę.

– Ja już tego dłużej nie wytrzymam! – zaczęłam krzyczeć do Zbyszka – To jakiś koszmar… Nie chcę dłużej tak żyć.

Wróciliśmy do domu. Położyłam się. Głowa mnie potwornie bolała. Czaszka, kości za uchem, ból przerywany potwornie silnymi piorunami…

To było trzy dni temu. Do tej pory leżę z bólem, który nie chce dać mi spokoju. W ten weekend mieliśmy pojechać na kilka dni w rodzinne strony Zbyszka w ważnych dla niego sprawach. Zostaliśmy w domu. Przeze mnie… Nic na to nie poradzę, że tak czuję. Cierpię ja, cierpi on a wszystko zawdzięczamy bólowi mojego mózgu. Neuralgia, neuropatia… Jak sobie z tym poradzić? Leczenie kolejną, inną marihuaną lub lekami zapisanymi przez neurologa przesunęłam na po powrocie z tej właśnie wyprawy, ponieważ inaczej nie mogłabym pojechać. I co? Moja głowa i tak zadecydowała za mnie.

Tak właśnie wygląda rzeczywistość z perspektywy „lewej strony życia”.