Wielka Noc z rodziną.

Minęły święta. Fajny, rodzinny czas. Oczywiście nie obyło się bez spięć, ale niedziela była piękna. Może inaczej napiszę… byłaby piękna, gdyby nie narastający od rana ból. Na szczęście kilka, pierwszych godzin było na granicy mojej wytrzymałości. Jednak popołudniu nie miałam już siły się uśmiechać i rozmawiać. Ból ogarnął wszystkie punkty spustowe, zęby nie dawały mi spokoju a pioruny przeszywały czaszkę raz po razie.

Wracamy do domu – szepnęłam Zbyszkowi i zaczęliśmy się zbierać.

Po powrocie do domu padłam jak długa na łóżku, trzymając się za lewą stronę głowy.

Chwile spędzone z rodziną są bezcenne, ale od czasu, kiedy neuralgia rozwinęła się u mnie na dobre, kosztują mnie wiele bólu i wysiłku. W mojej rodzinie świętuje się długo. Może dlatego, że wszyscy lubimy ze sobą być…? Tak czy owak Wigilia, Wielka Noc czy inne ważne uroczystości trwają u nas godzinami. To spory wysiłek dla chorej osoby. Chciałabym jeszcze spędzić czas z bliskimi, kiedy nie musiałabym się zastanawiać nad tym ile godzin wytrzymam. Kiedy nie musiałabym udawać, że czuję się lepiej niż się czuję.

p.s. Wszystkim chorym na neuralgię i ich bliskim przekazuję spóźnione, ale szczere życzenia normalnego życia bez bólu!
ola