Prośba i łzy.

Wczoraj udałam się na wizytę do mojego neurochirurga w sprawie dokumentów do refundacji w NFZ. Bałam się bardzo co on powie, jak zareaguje na moją prośbę… Zbyszek pojechał razem ze mną. DOszliśmy do wniosku, że łatwiej będzie, kiedy będziemy razem na tej wizycie. 

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, musieliśmy chwilę poczekać w kolejce. Siedząc na krzesełku coraz bardziej się denerwowałam.

– Boję się, że nie będzie chciał z nami rozmawiać… że się obrazi… – mówiłam cicho do Zbyszka – Coraz bardziej się denerwuje.
– Nie masz czym się martwić. Najwyżej pójdziemy do innego lekarza –
usłyszałam w odpowiedzi – Nie on jeden jest neurochirurgiem w tym kraju.

Czekaliśmy dalej. Po chwili drzwi gabinetu otworzyły się kolejny raz, mój lekarz wyjrzał z gabinetu i nie wypowiadając nawet nazwiska, skinął do nas, żebyśmy weszli. Pamiętał mnie, choć ostatni raz widzieliśmy się chyba rok temu… To chyba przez to, że ogłuchłam, czyli, żę coś nie wyszło. Błędy zapamiętuje się chyba lepiej niż sukcesy…

– Dzień dobry – powiedziałam wchodząc – dzisiaj jestem z obstawą i wsparciem – uśmiechnęłam się wskazując oczyma na Zbyszka.

Po wymianie uprzejmości zaczęłam opowiadać…

– Po naszym ostatnim spotkaniu przeszłam kurację marihuaną, ale okazało się, że jestem uczulona. Potem próbowałam terapii lekami… – mówiłam dalej opowiadając w skrócie, co działo się ze mną przez ten czas.
– Dotarłam do Berlina, gdzie zaproponowano mi kolejną mikrodekompresję i kranioplastykę. Chciałabym spróbować, bo nie wiem już co mam robić… – zawiesiłam na chwilę głos.
– Chcielibyśmy prosić Pana o wsparcie i pomoc w załatwieniu refundacji takiego leczenia – Zbyszek wszedł mi w słowo.

Profesor uśmiechnął się i zapytał o to, gdzie i kto miałby to zrobić. Słysząc o Berlinie, zmarszczył się i zapytał o nazwisko lekarza. Następnie wpisał go w google.

– Nie nam go i nic nie umiem powiedzieć na jego temat. Czy jest dobry czy nie? Nie wiem. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że nie udziela się na zjazdachi kongresach, bo nazwisko nic mi nie mówi. Chciałbym też ostrzeć Państwa, bo niejednokrotnie spotkałem się z przypadkami wyłudzeń finansowych. Znam pacjentów, którzy właśnie w Niemczech załatwiali sobie leczenie, pacjentów z guzami i po pól roku wracali do mnie niezoperowani, ale niby po przejściu operacji. Jestem przeciwny takim praktykom. To wyłudzenie. Jeżeli chcecie szukać za granicą może warto pomyśleć o Pittsburghu? Wiem, że tam jest dobry ośrodek, który mogę polecić, ale… Ja bym nie robił trzeciej mikrodekompresji a kranioplastyka na ból nie pomoże. To mogę stwierdzić z całą stanowczością. 

Lekarz wziął ode mnie płytę z ostatnim obrazowaniem mózgu i pokazał nam o co w tym chodzi. Pokazał kawałek kości czaszkowej, który „pływa” w mojej głowie. Powiedział, że czasami, po operacji, w ogóle nie wkłada się tego elementu z powrotem. On sam jest zwolennikiem zostawiania tej kości, która z czasem powinna zwapnieć i przestać się poruszać. Tak czy owak nie powinno to wywoływać żadnych efektów bólowych.

Jaki jest teraz u Pani poziom bólu? – zapytał profesor.
Właściwie boli mnie cały czas – odparłam.
Co to znaczy?
Pamiętasz, gorzej zrobiło się po wizycie w poradni bólu, w szpitalu czerniakowskim – przypomniał Zbyszek – Pamiętasz, jak zrobiono Ci blokadę stawu… Ta kobieta, ordynator, jak ona miała na nazwisko? Coś na „M”… Po tamtej wizycie stan bardzo się pogorszył – zwrócił się do lekarza – To była katastrofa!

Mój neurochirurg kiwał głową. Nic nie powiedział. Nic nie dało się wyczytać z jego twarzy.

Co mam robić? – zapytałam i poczułam jak łzy napływają mi do oczu – Neurostymulator… Wolałabym nie. Wiem, że nie mam guza i ta choroba mnie nie zabije, ale w końcu ja nie wytrzymam i sama się zabiję.
Pan rozumie… – powiedział Zbyszek – tu chodzi o komfort życia. Neurostymulator to dodatkowy sprzęt. Jakie mamy jeszcze możliwości?
– Nie wiem, to co ja mogę zaproponować to jest wszczepienie neurostymulatora lub zabieg termolezji. Proszę się zastanowić i przyjść do mnie, do szpitala za kilka dni, po przerwie majowej. Gdybym miał wykonać którykolwiek z tych zabiegów, będzie Pani musiała się położyć na oddziale. Co do wyjazdu za granicę, proszę przemyśleć to, co powiedziałem.

Wyszliśmy z gabinetu. Ja w rozpaczy, Zbyszek z wiarą w lepszą przyszłość. Może jemu łatwiej jest widzieć jakąś nadzieję? Jednak to nie on cały czas walczy z bólem. Wiem, że jego życie nie jest proste. Ciągle patrzy na mnie, jest zależny od stanu w jakim jestem. Od tego czy mnie boli bardziej czy mniej. Mimo to wydaje mi się, że łatwiej mu uwierzyć, że coś można jeszcze zrobić. Ja tej wiary nie mam. To co czuję…

Mam łzy w oczach i strach przed kolejnym dniem z bólem.