Po lewej stronie…

Ból, ból, ból… Trwa i nie milknie. Nic nie pomaga. Staram się pogodzić z tym stanem, zaakceptować, ale nie potrafię. Nie potrafię wytrzymać siły tego bólu. Pioruny pojawiają się pomiędzy stałym bólem pięciu zębów z lewej, górnej strony. Boli mnie nawet ósemka, której nie mam już od kilku lat. Ból atakuje lewą połowę nosa. Boli mnie czaszka. Boli policzek. 

– O! 

Teraz przeleciał mi przez głowę piorun. Zacisnęłam wszystko, co mogłam w swoim ciele. Bezgłośnie zamarłam w bezruchu a teraz chce mi się wyć. Wyć tak, jak wyje umierające zwierzę. Nie chcę się poruszać, nie chcę nic robić. Trwam w zawieszeniu, w nadziei, że ten stan minie. Ale wiem, że nawet jak choroba trochę mi odpuści, to tylko na chwilę. Potem wróci, z nową siłą zaatakuje moją lewą stronę ciała. 

Boli mnie lewa ręka. Nie mogę zacisnąć dłoni. To chyba jest to, co nazywają neuropatią.

Po lewej stronie życia nie jest łatwo. Tu panuje ból i cierpienie. Staję się zwierzęciem. Ograniczam się do podstawowych funkcji życiowych i nie mam uczuć wyższych. Uzależniam wszystko od rozmiaru bólu. Kiedy nie boli i tak czekam na ból i zastanawiam się kiedy nadejdzie. Bo nadejdzie… Zawsze przychodzi. Jest we mnie i czasami po prostu usypia.

Lewa strona życia zwycięża i dominuje w moim życiu. Chyba nie mam już siły walczyć o normalność. Moje marzenia, plany… Nie pamiętam już czego chciałam, o czym myślałam kiedyś.