Przełom

Pod koniec lipca trafiłam do dentysty z bólem zęba. Okazało się, że mam ropny stan zapalny przyzębia. Lekarz oczyścił to miejsce, zaordynował maść z Metronidazolu i wysłał mnie do domu. Smarowałam zęby i dziąsła przez kilka dni, ale stan się nie poprawiał. Wróciłam więc do gabinetu. Była środa. Okazało się, że mój dentysta ma następnego dnia lecieć na kilka dni za granicę. Ponieważ bał się, że podczas jego nieobecności mogę poczuć się gorzej, przepisał mi końską dawkę Metronidazolu, tym razem doustnie. Miałam go brać do jego przyjazdu. Metronidazol miał zlikwidować stan zapalny.
Wróciłam do domu i łyknęłam pierwszą tabletkę.
Poczułam się dziwnie, jakby mi ciało drętwiało… Tak odrobinę, ale było to bardzo nieprzyjemne uczucie. Do tego dołączył się metaliczny smak, jak przy antybiotyku czasami.
Kiedy po ośmiu godzinach wzięłam drugą dawkę a uczucie mrowienia nasiliło się, postanowiłam zadzwonić do gabinetu. Rano wykręciłam numer, licząc, że zastanę jeszcze mojego dentystę.

Niestety telefon milczał. 

Łyknęłam więc kolejną tabletkę. Czułam metaliczny posmak i coraz większe uczucie cierpnięcia ciała. Nogi, ręce wszystko mi drętwiało. Zaczęłam się naprawdę niepokoić… Wieczorem udało mi się porozmawiać ze znajomą neurolog. To znaczy znajoma znała jakąś lekarkę ze szpitala na Czerniakowskiej, ponoć dobrą i porozumiała mnie z nią. Ta kobieta zapewniła mnie, że po Metronidazolu nic mi ni może się stać, że to pewnie przejściowy efekt czuciowy, który minie, ale według niej ten lek nic nie mógł mi zrobić, w żaden sposób zaszkodzić.
Przyjmowałam więc lek dalej, czując coraz silniej metaliczny posmak i mrowienie, w końcu też ból i słabość nóg i rąk.
W poniedziałek rano zadzwoniłam do internisty z prywatnego ośrodka opieki zdrowotnej, który kazał mi natychmiast odstawić Metronidazol, ponieważ według niego, mógł on mieć toksyczny wpływ na polineuropatię. W jego miejsce przepisał mi antybiotyk Clindamicynę.

Wtedy nie wiedziałam, że te pięć dni, które minęły, będzie miało olbrzymi wpływ na moje życie.

Mijały dni, z dnia na dzień mój stan się pogarszał, pomimo odstawienia Metronidazolu.
W piątek, po kilku dniach, udało mi się cudem umówić wizytę do neurologa, w prywatnej służbie zdrowia. Lekarka uspokajała, że Metronidazol nie powinien mieć wpływu na mój stan, aczkolwiek brak odruchów w nogach ją zaniepokoił i kazała mi się obserwować i ewentualnie w razie pogorszenia stanu zdrowia, zgłosić na SOR, do kliniki neurologii.